
Grupa związana z Michaiłem P., byłym dyrektorem filii Collegium Humanum w Uzbekistanie, miała zarobić co najmniej 22,5 mln zł na sprowadzaniu cudzoziemców do Polski z wykorzystaniem dokumentów uczelni i fikcyjnego zatrudnienia. Takie ustalenia „Rzeczpospolitej” opisuje Business Insider Polska. Według publikacji gotówka była odbierana od klientów w Rosji, a następnie przewożona do Polski w torbach.
Sprawa ma znaczenie nie tylko dla uczelni objętych śledztwem. Dotyczy także wiarygodności dyplomów, dokumentów przedstawianych przy zatrudnianiu cudzoziemców oraz procedur, na podstawie których wydawane są wizy i zezwolenia na pracę. Opisywane ustalenia pochodzą jednak z doniesień prasowych o trwającym postępowaniu i nie są prawomocnym rozstrzygnięciem sądu.
Co ustalono w śledztwie
Według informacji przytoczonych przez Business Insider Polska grupa miała działać od 2017 roku do końca września 2026 roku. Pod koniec września funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Straży Granicznej zatrzymali 11 osób. Działania prowadzono na polecenie prokuratora Śląskiego Wydziału Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej, przy współpracy z Głównym Inspektorem Informacji Finansowej.
Postępowanie dotyczy nieprawidłowości w działalności niepublicznych szkół wyższych, w tym Collegium Humanum. Z opisywanych ustaleń wynika, że zatrzymanie w lutym 2024 roku ówczesnego rektora tej uczelni, Pawła Cz., nie zakończyło procederu. Źródło „Rzeczpospolitej” twierdzi, że działalność miała zostać wznowiona w ciągu 14 dni z wykorzystaniem innych placówek.
| Ustalenie | Informacja podana przez media |
|---|---|
| Okres działalności | od 2017 r. do końca września 2026 r. |
| Szacowany przychód | co najmniej 22,5 mln zł |
| Skala dokumentów | co najmniej 1,5 tys. dyplomów uznanych przez śledczych za sfałszowane |
| Zatrzymania | 11 osób |
| Cena pakietu | 9,5 tys. euro od klienta |
Jak miał działać mechanizm
Cudzoziemcom oferowano pakiet określany jako „all inclusive”, kosztujący 9,5 tys. euro. Według relacji mediów w ramach tej usługi klienci mieli otrzymywać dokumenty związane ze studiami albo pozwolenia na pracę wystawiane na podstawie zatrudnienia w nieaktywnych lub fikcyjnych spółkach. Dokumentacja miała następnie służyć do uzyskania wizy i wjazdu do Polski.
Po przyjeździe cudzoziemcy mieli figurować jako studenci, absolwenci albo pracownicy. „Rzeczpospolita” ustaliła, że zatrudnienie części z nich istniało jedynie na papierze, choć odprowadzano za nich składki ZUS i inne należności. Miało to uwiarygodniać przedstawiane dokumenty.
Grupa jest także podejrzewana o sfałszowanie co najmniej 1,5 tys. dyplomów oraz sprowadzenie do Polski setek cudzoziemców. Jedną z osób, które miały wjechać w ten sposób, był były funkcjonariusz rosyjskiej FSB, poszukiwany w Rosji w związku z zarzutami dotyczącymi malwersacji.
Działalność przeniesiona do innych uczelni
Po zatrzymaniu Pawła Cz. mechanizm miał być kontynuowany z wykorzystaniem innych placówek. W publikacji wskazano m.in. uczelnię Pedagogium, w której Michaił P. został kanclerzem, oraz szkoły skupione wokół Federacji Uczelni Aglomeracji Warszawskich.
Z federacją związany był Radosław Z., również zatrzymany przez CBA. Na obecnym etapie należy jednak oddzielać ustalenia śledczych i doniesienia prasowe od indywidualnej odpowiedzialności karnej. O winie konkretnych osób może rozstrzygnąć dopiero sąd.
Co powinni sprawdzić pracodawcy
Doniesienia są istotne dla firm zatrudniających cudzoziemców oraz podmiotów, które przyjmowały dyplomy lub inne dokumenty wystawione przez placówki objęte postępowaniem. Sam fakt ukończenia jednej ze wskazywanych uczelni nie oznacza, że dokument danej osoby został sfałszowany lub że cudzoziemiec uczestniczył w przestępstwie.
W razie uzasadnionych wątpliwości pracodawca może sprawdzić autentyczność dyplomu bezpośrednio w uczelni oraz porównać dane z dokumentami stanowiącymi podstawę legalnej pracy. Warto zweryfikować nazwę pracodawcy, stanowisko, okres ważności zezwolenia lub oświadczenia oraz zgodność tych informacji z rzeczywistymi warunkami zatrudnienia. Podejrzenia dotyczące podrobionych dokumentów powinny być kierowane do właściwych organów, a nie rozstrzygane wyłącznie na podstawie nazwy uczelni.
Co pozostaje niejasne
Nie podano, ilu cudzoziemców nadal przebywa w Polsce ani jaki jest ich obecny status pobytowy i zawodowy. Nie wiadomo również, jaka część z co najmniej 1,5 tys. kwestionowanych dyplomów została użyta w postępowaniach wizowych, przy zatrudnieniu lub w innych procedurach administracyjnych.
Brakuje też publicznie dostępnego, szczegółowego zestawienia zarzutów postawionych każdej z 11 zatrzymanych osób. Kwota 22,5 mln zł, liczba dokumentów oraz opis przewożenia gotówki pochodzą z ustaleń „Rzeczpospolitej” przytoczonych przez Business Insider Polska. Do czasu przedstawienia pełnych informacji przez prokuraturę należy je traktować jako element relacji o trwającym śledztwie.
Źródło: https://businessinsider.com.pl/prawo/zarobili-miliony-pod-przykrywka-uczelni-w-polsce-gotowke-przewozili-w-torbach/pw7l3h9
Źródła i weryfikacja
Materiał przygotowano jako praktyczną notatkę redakcyjną. Przed decyzjami prawnymi, finansowymi lub urzędowymi sprawdzaj dane w źródle pierwotnym.
- Oficjalne źródła i weryfikacja redakcyjna