
Polska rozpoczęła odbiór samolotów F-35A Lightning II zamówionych w 2020 roku. Kontrakt na 32 maszyny jest wart 4,6 mld USD i został podpisany w procedurze Foreign Military Sales, bez przetargu i bez umowy offsetowej. Według mjr. rez. Roberta Gałązki, pilota, instruktora i eksperta lotnictwa wojskowego, to dobry krok, ale nie rozwiązuje problemu ochrony polskiego nieba. Samoloty piątej generacji zwiększają zdolności Sił Powietrznych, jednak nie dają im dominacji w powietrzu nad własnym terytorium.
Kluczowe fakty
| Element | Informacja |
|---|---|
| Zamówienie F-35A | 32 samoloty, kontrakt z 2020 roku, wartość 4,6 mld USD, procedura FMS |
| Tryb zakupu | Bez przetargu i bez umowy offsetowej; wcześniej F-16 i M-346 kupowano w przetargach |
| Plan rozwoju | „Program Rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2025-2039” zakłada pozyskanie kolejnych 32 samolotów bojowych |
| Stanowisko BCC | Potrzebna dywersyfikacja floty: samoloty wielozadaniowe i wyspecjalizowane myśliwce przewagi powietrznej |
| Głos eksperta | Mjr rez. Robert Gałązka: Polska potrzebuje większej liczby platform bojowych, w tym lotnictwa myśliwskiego |
Ekspert: F-35 to nie koniec modernizacji
Robert Gałązka podkreśla, że F-35 jest samolotem nowej generacji i daje Siłom Powietrznym oraz całym Siłom Zbrojnym nowe możliwości. Zastrzega jednak, że nie kończy to procesu modernizacji lotnictwa.
– Kwestia jest tylko taka, ile potrzebujemy tych samolotów i co się z tym wiąże, jaki jest pakiet uzbrojenia, pakiet szkoleniowy i offset dla przemysłu – mówi w rozmowie z agencją Newseria.
Według eksperta o kolejnych zakupach powinny decydować długofalowa strategia rozwoju lotnictwa oraz jasno określona rola poszczególnych typów maszyn w systemie obrony państwa. Zwraca uwagę, że F-16 kupiono w przetargu, podobnie jak M-346, czyli samolot szkolenia zaawansowanego. FA-50 i F-35 trafiły do Polski bez przetargu. Jego zdaniem opinia publiczna powinna wiedzieć, dlaczego wybierany jest konkretny sprzęt i jakie korzyści ma przynieść Siłom Powietrznym oraz przemysłowi.
Czemu lotnictwo wielozadaniowe to za mało
Gałązka przypomina, że Polska jest obecnie państwem frontowym i graniczy z Federacją Rosyjską. Jego zdaniem okres konfliktów asymetrycznych się zakończył, a wojsko musi przygotować się na najbliższe 10-15 lat. W tym kontekście kluczowa jest zdolność do uzyskania dominacji w powietrzu nad własnym terytorium.
– Po II wojnie światowej nie było konfliktu zbrojnego, w którym zwycięska strona nie posiadała dominacji w powietrzu – wskazuje ekspert.
Polska nie ma jednak wyspecjalizowanej platformy przeznaczonej do wywalczania przewagi powietrznej. Gałązka wymienia, że po zachodniej stronie takie maszyny to m.in. F-22, F-15C, F-15EX i Eurofighter. Dodaje, że potrzebny jest też odpowiedni „efektor”, czyli rakieta dalekiego zasięgu, która odsunie potencjalnego przeciwnika od polskich granic. Znaczenie ma również brak głębi operacyjnej: zagrożenie znajduje się bezpośrednio przy granicy, która jest oddalona o około 150 km od stolicy.
BCC apeluje o debatę i przemysł
W czerwcu Business Centre Club skierował do najwyższych władz państwowych odezwę w sprawie struktury kolejnych zakupów samolotów bojowych. Organizacja nie kwestionuje zakupu F-35, ale zwraca uwagę, że żadna armia nie buduje lotnictwa wyłącznie wokół jednego typu maszyny. Postuluje łączenie samolotów wielozadaniowych z wyspecjalizowanymi myśliwcami przewagi powietrznej, co ma zwiększyć elastyczność operacyjną i odporność na wyczerpywanie środków bojowych.
BCC chce też, aby kolejne kontrakty służyły polskiej gospodarce. Prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista BCC, podczas debaty „Druga transza samolotów bojowych dla RP: zdolności, pieniądze, przemysł” mówił, że część offsetowa powinna osadzać się w polskim przemyśle obronnym. Jego zdaniem trzeba patrzeć na cały cykl życia produktu, od zakupu po uzupełnianie części, szkolenia i wsparcie techniczne MRO. BCC postuluje też przeprowadzenie publicznej debaty przed decyzją o kolejnym kontrakcie.
Co dalej z zakupami
Obowiązujący „Program Rozwoju Sił Zbrojnych na lata 2025-2039” zakłada pozyskanie kolejnych 32 samolotów bojowych. Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła wskazywał ostatnio, że wojsko interesuje się wyłącznie samolotami piątej generacji lub nowszymi. Kolejne kontrakty mają obejmować nie tylko maszyny, ale także uzbrojenie, pakiety szkoleniowe i udział krajowego przemysłu.
Sam Gałązka tłumaczy, że jego poglądy ewoluowały. – Gdyby mnie zapytano 15 lat temu, to bym powiedział, że potrzebujemy 300 samolotów F-16 i damy sobie radę. W tej chwili zmieniłem zdanie ze względu na to, co się dzieje za naszymi granicami – przyznaje. Dlatego, jego zdaniem, obok systemów Wisła, Narew, Pilica i San potrzebne jest też lotnictwo bojowe zdolne do realnej obrony polskiego terytorium.
Co pozostaje niejasne
Nie wiadomo jeszcze, ile dokładnie maszyn zostanie zamówionych w kolejnej transzy, w jakim trybie i jaki typ samolotów wybierze MON. Program rozwoju zakłada pozyskanie 32 samolotów, jednak nie przesądza szczegółów kontraktu. BCC wskazuje, że decyzje mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa państwa i kondycji polskiego przemysłu obronnego, ale ostateczne rozstrzygnięcia należą do rządu i wojska.
Czytelnik powinien też pamiętać, że przedstawione wypowiedzi to opinie eksperta i organizacji pracodawców, a nie oficjalne stanowisko Ministerstwa Obrony Narodowej. Dopóki nie pojawi się komunikat rządowy albo dokumentacja programowa, informacje o konkretnych samolotach i harmonogramie zakupów należy traktować jako postulaty, a nie potwierdzone plany.
Źródło: https://www.bankier.pl/wiadomosc/F-35-wzmacniaja-polskie-lotnictwo-ale-nie-zapewnia-dominacji-w-powietrzu-9178015.html
Źródła i weryfikacja
Materiał przygotowano jako praktyczną notatkę redakcyjną. Przed decyzjami prawnymi, finansowymi lub urzędowymi sprawdzaj dane w źródle pierwotnym.
- Oficjalne źródła i weryfikacja redakcyjna